Przesyłki kurierskie – rozbitek
Obudziłem się o świcie. Noc spędzona w twardej skrzyni nie była przyjemna. Ale z ochotą wstałem by wejść w głąb wyspy i tam znaleźć ślad człowieka. Jednak gdy wszedłem w gęsty las, to trochę się przeraziłem. Nie zauważyłem żadnych wydeptanych ścieżek, żadnych domów, ani niczego co by wskazywało na to, że kiedykolwiek był tu człowiek. Tylko gdzieniegdzie latały papugi, a po drzewach skakały małpy, które przyglądały mi się z dużym zaciekawieniem. Po jakimś czasie las zaczynał się przerzedzać i w końcu doszedłem na drugą stronę wyspy. Tak więc wylądowałem na bezludnej wyspie. Gdy czytałem Robinsona Crusoe nie spodziewałem się, że taka historia może się zdarzyć w rzeczywistości. Jednak najbardziej martwiło mnie to, że nie posiadałem żadnej żywności. Musiałem więc szybko znaleźć jakiś sposób ucieczki z wyspy zanim umrę śmiercią głodową. Wtedy przypomniałem sobie o przesyłkach kurierskich, które leżały po drugiej stronie wyspy. W przesyłkach kurierskich mogły przecież znajdować się jakieś przydatne rzeczy. Gdy więc już znalazłem się na miejscu, gdzie wylądowałem spadochronem to zabrałem się do rozpakowywania przesyłek kurierskich. Lecz w każdej znajdowały się jakieś duperele. Albo maskotki, albo jakieś potłuczone filiżanki, a nawet telewizor. Jednak nagle aż krzyknąłem z radości. W jednej z paczek znalazłem zestaw majsterkowicza. Aż nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Znajdowały się tam przeróżne narzędzia. I wtedy pomyślałem, że mogę zrobić tratwę. Brakowało mi tylko drewna. Na szczęście na wyspie znajdowało się wiele połamanych gałęzi. Gdy je zgromadziłam w jedno miejsce, zacząłem łączyć je ze sobą za pomocą gwoździ i młotka i liny od spadochronu. Pocięty spadochron wykorzystałem natomiast jako żagiel. Byłem tak zdeterminowany, że tratwa była gotowa w kilka minut.
Comments are closed.